Feliks ciągle tutaj był. Nie odzywał się za co byłam mu wdzięczna. W momencie gdy powiedział, że jest moim opiekunem i jego zadaniem jest obrona mnie, nie opuszczał mnie na krok. Jego obecność działała na mnie dziwnie uspokajająco. Wystarczyło, że popatrzyłam w jego ciepłe, spowite błękitem oczy i nagle cała niepewność, którą w sobie miałam ulatniała się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
On był inny. Czułam to wyraźnie, ale nie potrafiłam stwierdzić na czym jego inność polega. Wszystko co robił czy mówił miało dla mnie znaczenie, a zwłaszcza jego słowa i to, że wierzył iż potrafię się pozbierać i nie próbować więcej się zabić.
Leżałam na łóżku, a obok mnie mój wybawca. Nie stykaliśmy się ciałami, a wyraźnie czułam jego ciepło i troskę. Zaskoczyło mnie, że tak bardzo martwi się o mnie. Nie miał żadnego powodu, żeby tutaj być.
Zerknęłam w jego stronę. Miał zamknięte oczy, a ręce opuścił i skrzyżował na sercu. Wyglądał jak...
-Feliks?
Powoli uchylił powieki i popatrzył mi w oczy. Tak intensywny błękit jak ocean, morska woda i nieskazitelne czyste niebo było jego spojrzenie. Patrzyłam i patrzyłam, aż usłyszałam jego miękki głos:
-Bereniko? Dobrze się czujesz?
Zamrugałam gwałtownie, a później zarumieniłam się, aż po nasadę szyi. Chyba nie powinnam tak się gapić. Mógł uznać, że mi się podoba albo jeszcze gorzej. No, dobrze. To właściwie nie byłoby kłamstwo. Bo rzeczywiście chłopak był urodziwy i to bardzo. Temu nie mogłam zaprzeczyć. Gdyby pojawił się w szkole kolejka dziewczyn murowana.
Odetchnęłam głęboko. Weź się w garść, mówił głos w mojej głowie.
-Nic mi nie jest. -oznajmiłam, a po chwili dodałam: - Miałam cię o coś spytać.
Odwrócił się i oparł na ramieniu.
-Tak?
- No, więc? Powiesz mi wreszcie kim jesteś i co tu robisz?
Uśmiechnął się.
-Tak, wiem. Opiekunem.-powiedziałam znużona.-Co dokładnie to znaczy?
Przez chwilę wydawało mi się, że pojawił się w jego oczach smutek. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, lecz byłam niemal pewna, że to nie złudzenie.
-Wkrótce się wszystkiego dowiesz.-oznajmił.
Westchnęłam. Znowu mnie zbywał.
-Kiedy?-nalegałam. Musiałam poznać prawdę. Dowiedzieć się co tak naprawdę się dzieje. Powoli zaczynałam myśleć, że może zwariowałam i tylko go sobie wymyśliłam. Słyszałam o takich ludziach, którzy wymyślają sobie niewidzialnego przyjaciela i tylko oni są w stanie go dostrzec. Ja nie byłam taką osobą. Ale skoro blondyn nie chciał wyznać mi prawdy, postanowiłam sama ją odkryć. Jeszcze nie wiedziałam jak, lecz przysięgłam sobie, że dowiem się wszystkiego.
-Niech będzie.-mruknęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. Patrzył na mnie podejrzliwie jakbym była jakaś niebezpieczna. Cóż, jeśli mnie wkurzy to rzeczywiście mogę się taka stać. Z natury byłam wrażliwa, ale nikt mną nie będzie pomiatał i wyzywał od najgorszych. Umiejętność bronienia się na szczęście zachowałam, a moja cierpliwość była jak niekończący się ocean więc nikt nie był w stanie wytrącić mnie z równowagi. Na razie.
Nie mogąc dłużej znieść wzroku Feliksa, wstałam i zaczęłam spacerować po pokoju. Wiedziałam, że mi się przygląda, ale nic sobie z tego nie robiłam.
Wygładziłam zasłony, poukładałam i wytarłam z kurzu figurki na półce. Później podlałam kwiaty na parapecie i ułożyłam ubrania w szafie. Wszystko, byle nie widzieć jego morskich oczu.
Odwróciłam się, zastanawiając co jeszcze mogłabym zrobić i napotkałam pytający wzrok blond chłopaka.
-Mogę wiedzieć co robisz? -zapytał.
Sama chciałabym to wiedzieć.
-Duszno mi. -oznajmiłam nagle.- Muszę wyjść.
Mój wybawca podniósł się zgrabnie i podszedł do mnie.
-Czas zacząć twoją terapię.-powiedział.
-Nie jestem chora. -warknęłam i chwyciłam z wieszaka kurtkę.
Jeśli miał zamiar traktować mnie w ten sposób, to nic z tego nie wyjdzie.
-Przepraszam.- usłyszałam. -Wcale tak nie myślę.
Wypuściłam powietrze z płuc nie zdając sobie sprawy, że wstrzymywałam oddech.
-Nie jestem chora.-powtórzyłam, lecz tylko po to żeby to do mnie dotarło. Wiedziałam, że on wie. Musiałam przekonać samą siebie, że nic mi nie jest, że nikogo nie potrzebuję. Poradzę sobie sama, przekonywałam się. Nie potrzebuję jego pomocy.
Otworzyłam usta, żeby mu to przekazać gdy nagle zamarłam. Nie. To wszystko kłamstwa. To on mnie uratował i zapewnił, że mi pomoże. Jak przez chwilę mogłam w to wątpić?
-Chodź ze mną. -powiedział łagodnie i wskazał drzwi.
Nawet się nie zawahałam, a to znaczyło, że mu ufałam. Jakim cudem w tak krótkim czasie mnie do siebie przekonał?
Wyszliśmy na zewnątrz i leśną ścieżką skierowaliśmy się w stronę lasu.
W miarę jak zagłębialiśmy się coraz dalej, powracały wspomnienia. Z początku widziałam tylko padający deszcz, chłód i ziemię pod palcami. Przed oczami stanęła mi olbrzymia dziura i ziejąca czarna pustka.
Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Wrażenie było tak prawdziwe, że odruchowo odwróciłam się. To Feliks trzymał rękę na moim ramieniu powodując, że czarne obrazy w mojej głowie stopniowo zaczęły zanikać. Znowu byłam w lesie, tu i teraz, a nie na urwisku od którego teraz miałam dreszcze.
-Najlepszy sposób na zmierzenie się ze swoją przeszłością to powrót do miejsca w którym wszystko się zaczęło. -powiedział Feliks cicho.
Pokręciłam głową.
-A co jeśli przeszłość tylko pogorszy sprawę? -zapytałam. -Co wtedy?
Patrzył prosto w moje oczy.
-Wtedy trzeba dać spokój na jakiś czas. A później spróbować jeszcze raz.
-To się nie uda. -oznajmiłam i uszłam parę kroków do przodu. Rzuciłam okiem na błotnistą ziemię pod nogami i poszycie lasu. Zapragnęłam płakać.
-Zabierz mnie stąd. -powiedziałam łamiącym się głosem.-Proszę.
Feliks podszedł do mnie i przyglądał się mojej twarzy.
-Pierwszy krok jest najważniejszy, Bereniko.
Poczułam łzę na policzku.
-Na co mi pierwszy krok, skoro sam widzisz jak reaguję na choćby najmniejszą urywkę mojego skoku z klifu? -mruknęłam.-To wszystko bez sensu.
Feliks otarł łzę z mojej twarzy i powiedział kojąco:
-Jesteś dostatecznie silna, by pokonać swoje demony i zacząć od nowa.
Przez chwilę uwierzyłam w to co powiedział. Ale później przypomniałam sobie te wszystkie obrazy i pustkę.
-Och! Może następnym razem.-obiecałam.
-Na dzisiaj starczy.-zdecydował.-Przyjdziemy tu znów za kilka dni.
Wziął mnie pod ramię i poprowadził ścieżką do domu.
************************************************
Przepraszam, że nie pisałam tak długo. Przez 5 miesięcy byłam zajęta, a zresztą myślałam nad tym czy dalej pisać czy nie. No i doszłam do wniosku, że skoro trzeci rozdział był już prawie gotowy to go dodam i już. Zobaczymy co będzie dalej i jak przyjmiecie ten rozwijający się wątek. Jeśli będziecie chcieli kontynuację to będzie. NAPRAWDĘ DZIĘKUJĘ ZA KAŻDMY KOMENTARZ I DOBRE SŁOWO. TO NIESAMOWICIE MOTYWUJE!!!
No i może do zobaczenia przy następnym rozdziale;)
Jakie 'może'? JAKIE 'MOŻE'?!
OdpowiedzUsuńMusisz dodać następny rozdział. Nie spodziewaj się tego, że teraz będzie dużo komentarzy ze starych czytelników, chybaże zareklamujesz - ludzie zapominają, a potem im się nie chce.
Ale cóż...
Ja uwielbiam Twojego bloga. Nie dość, że masz bardzo dobre pismo i bogate słownictwo, to jeszcze musisz skończyć tą zdumiewającą historię. Jestem ciekawa, czy Feliks pójdzie do szkoły z nią.Jeśli tak, chciałabym poznać wrażenia innych dziewczyn na jego widok. Mi samej nawet do tej pory zapiera dech w piersiach ;p Więc w 100% będzie kolejka do niego :D
Proszę, kontynuuj to opowiadanie. Nie marnuj go. Uwielbiam główną bohaterkę, rozdartą w jej świecie, oraz Feliksa, który mimo że z niego aniołek, to usposabiam go z bogiem seksu :D
Poinformuj mnie o nowym rozdziale, ok?
Bo musi on być. Wierze w Ciebie. Jeśli nie chcesz skończyć je dla czytelników, skończ je dla samej siebie :)
Pozdrawiam i życzę weny.
Bardzo dużej weny. ;*
dotyk-zycia.blogspot.com
(zapraszam do przeczytania drugiego rozdziału)
Zgadzam się z Aleksji.Kontynuuj bloga.Bardzo podobają mi się bohaterowie.Czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńKiedy w końcu dodasz rozdział? ;>
OdpowiedzUsuńOdpowiedz na moim blogu :)
dotyk-zycia.blogspot.com