niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 2

Gdy otworzyłam oczy ujrzałam jasność. Napływała z każdej strony,otaczała mnie niczym kokon motyla.Była tak jasna,że raniła mój wzrok,który nie przywykł do tak silnego światła.Jęknęłam i próbowałam wstać.Jasność ustała,lecz światło pozostało.Było ledwo widoczne,ale jednak było.Wsparłam się na łokciu i rozejrzałam jeszcze nie całkiem świadoma tego co się wydarzyło. Znalazłam się w swoim pokoju. Jak? Pojęcia nie miałam.Przecież byłam tam.Na urwisku.Więc jak to możliwe...? Chyba,że..Nie.To nie był sen,choć takie wytłumaczenie miałoby sens.Ale całe ciało miałam obolałe,dłonie brudne od zaschniętej ziemi,a ubranie wilgotne od deszczu.Jakim cudem znalazłam się w swoim pokoju,w swoim łóżku?
Poczułam znajome ciepło i popatrzyłam w stronę okna.Przy parapecie stał blond chłopak,który odciągnął mnie od skały i nagle był w moim mieszkaniu.Skąd wiedział gdzie mieszkam? Jak wszedł do środka,skoro nie miał kluczy? To nieprawdopodobne.Niemożliwe.
Jęknęłam po raz drugi i próbowałam usiąść,ale jakoś mi nie wychodziło.Opadłam ociężale na poduszkę,a moje plecy zakłuły boleśnie.
Nie wiedziałam co mam myśleć o tym wszystkim.Co mam zrobić.Gdyby nie mój wybawca teraz byłabym daleko stąd.Z dala od tego pokoju,tego życia.Czy po drugiej stronie naprawdę byłabym szczęśliwa i wolna? Skąd mogłam to wiedzieć? A jeśli ''tam'' byłoby gorzej niż tutaj? Chyba nie wierzyłam,że gdziekolwiek może tak być.
Chłopak przy oknie poruszył się i podszedł do mnie powoli.Cały ten czas patrzył na mnie uważnie jak gdybym była niebezpieczna i gotowa w każdej chwili go zaatakować.Miałam ochotę się śmiać,ale nie wydałam żadnego dźwięku.Zamiast tego przyglądałam mu się z niepokojem,a gdy usiadł na łóżku moje ciało gwałtownie się napięło.
-Nie bój się.Nie zrobię ci krzywdy.-powiedział spokojnie i łagodnie.Jego oczy były takie ciepłe,pełne szczerości.
Musiał grać.I nieźle mu szło.Nie nabrałam się na tę maskę,którą przybrał.Mógł być przecież mordercą,bandytą.Nadal nie wiedziałam jak się tutaj znalazł,a co gorsza co mógł mi zrobić gdy byłam nieprzytomna.To mnie niepokoiło,aczkolwiek po chwili zastanowienia uznałam,że to w sumie bez znaczenia.
-Dlaczego?-zapytałam,chociaż nie byłam pewna o co go pytam.Dlaczego mnie uratował? Dlaczego przyniósł mnie tutaj? Dlaczego nie pozwolił mi skoczyć? W jaki sposób dostał się do domu i skąd wiedział,że tu mieszkam? Nie wiedziałam o co pytać pierwsze.Uśmiechnął się jednak,jak gdyby znał odpowiedz nie tylko na te pytania.
-Zaufaj mi.Wszystko będzie dobrze.-szeptał czule.
Powoli ogarniała mnie senność.Powieki same się zamykały,a ja nie byłam w stanie nad tym zapanować.Nie! Musiałam być przytomna.Cokolwiek mi dał,nie mogłam pozwolić na sen.Gwałtownie zamrugałam.Znużenie powoli znikało i znów mogłam normalnie funkcjonować.Popatrzyłam na blondyna.Siedział na krawędzi łożka i bacznie mnie obserwował.To zaczynało być irytujące.
-Wyjaśnij w jaki sposób tutaj wszedłeś.-powiedziałam stanowczo,a mój głos na szczęście nie zabrzmiał piskliwie.
-Dobrze.-znowu na mnie spojrzał.Obserwowałam go kątem oka i patrzyłam na niemal każdy jego ruch.-Wszedłem drzwiami.Klucze znalazłem w kieszeni twojej bluzy.-wyjaśnił,jakby mówił o pogodzie.Okej,to było jasne.Co dalej?
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?-zapytałam,bo bardzo mnie to niepokoiło.Nie miałam napisane na twarzy,że tu jest mój dom.Nie brałam ze sobą żadnych dokumentów więc nie mógł z nich wyczytać adresu.W takim razie jakim cudem wiedział?
-Słucham.-rzuciłam poważnie,bo nie usłyszałam odpowiedzi.Milczał.Przestraszona sięgnęłam po nożyczki leżące na szafce.To śmieszne,ale poczułam się bezpieczniej.Chociaż miałam przeczucie,że mnie nie zrani.Przecież gdyby chciał mi coś zrobić już dawno by to uczynił,prawda?
-Wiem o tobie więcej niż myślisz.-powiedział cicho.
Przerażona wpatrywałam się w niego nadal nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.Z trudem przełknęłam ślinę.
-Nie bój się,Bereniko.
Krzyknęłam.Wyskoczyłam z łóżka i wycelowałam ostry przedmiot w jego stronę.Popatrzył na mnie spokojnie.
-Kimkolwiek jesteś,wynoś się z mojego domu!-podniosłam głos,zupełnie nie wiedząc co tak bardzo mnie przestraszyło.
-Odłóż to.-poprosił.-Powiem ci wszystko co chcesz wiedzieć.
Z trudem usiadłam na łóżku,ale nożyczki pozostały w mojej dłoni.Tak na wszelki wypadek.Podniosłam wzrok i z irytacją zauważyłam,że się na mnie gapi.Nawet nie próbował tego ukryć.
-Dobrze więc.Jaki cudem znasz moje imię i wiesz gdzie mieszkam? Znasz moją matkę?
Zaskoczony tym pytaniem,pokręcił blond głową.
-Ojca?-zapytałam,bo inne wyjaśnienie nie przychodziło mi do głowy.
-Nie znam nikogo z twojej rodziny,oprócz ciebie.-oznajmił.
-Więc jak?
Westchnął cicho.Zabrzmiało to jak pomruk wiatru.W pewnym sensie ten dźwięk trochę mnie uspokoił.Dziwne,ale tak było.
-Mam na imię Feliks.-powiedział i dotknął wierzchem dłoni mojej ręki.Wzdrygnęłam się i odtrąciłam jego dłoń.Niezrażony moją reakcją,kontynuował:
-Wiem gdzie mieszkasz,ile masz lat,co lubisz robić,a czego nie znosisz.Czasami słyszę twoje myśli.-popatrzył mi głęboko w oczy ze smutkiem.-I bynajmniej nie są to szczęśliwe myśli.Ty cierpisz.I to bardzo.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem i strachem zarazem.
-Jesteś nienormalny,Feliksie.-oznajmiłam.-Nikt nie słyszy cudzych myśli.To po prostu niemożliwe.
Wstał i zaczął krążyć po pokoju.
-Powiedz mi,Bereniko.-zatrzymał się i rzucił okiem w moją stronę.-Wierzysz w Boga?
Zaskoczona tym nagłym pytaniem,milczałam przez parę chwil.W końcu rzuciłam:
-Myślę,że tak.Ale co to ma do rzeczy?
-Bardzo wiele.Więc skoro mówisz,że wierzysz,to ufasz że są na świecie także inne istoty,prawda?
Zmarszczyłam brwi.Dokąd prowadziła ta rozmowa?
-Nie mam pojęcia.Dlaczego zadajesz takie dziwne pytania?-warknęłam.
Jego twarz pozostała niewzruszona.
-Bóg dał ci życie.-ruszył przez pokój i zatrzymał się przy oknie.-Nie wolno ci go zmarnować.
Milczałam,gdyż nie bardzo wiedziałam co mam mu powiedzieć.Po części miał rację,ale...No,właśnie.Po co mam żyć? Dla kogo?
-Dla siebie.-usłyszałam jego odpowiedź.
-Jak ty...?-popatrzyłam na niego.
Feliks również patrzył na mnie przenikliwie.Jego oczy błyszczały jak latarnie i lustrowały mnie dogłębnie.Poczułam suchość w gardle.Potrząsnęłam głową,aby pozbyć się tego wrażenia.Blondyn zbliżył się i usiadł obok mnie.Spojrzałam ponownie na jego twarz.Jego niebieskie oczy były tak przejrzyste jak tafla jeziora.Mogłam czytać z nich jak w otwartej księdze.Chciał mi pomóc.Nie.Musiałam to sobie wymyślić.Nie wiedział co się ze mną dzieje.Nikt nie wiedział.
-Pozwól sobie pomóc,Bereniko.-wyszeptał cicho.
Przymknęłam oczy.Pomóc? Naprawdę tego chciał? Użerać się ze mną?
Poruszył się bezszelestnie.Gwałtownie uniosłam powieki,by po chwili poczuć jego dłoń na swoim ramieniu.Ogarnęło mnie przyjemne ciepło rozchodzące się od mojego barku po brzuch.Niewidzialna siła uspokoiła mnie odrobinę i wyzbyłam się resztek niepokoju.Westchnęłam cicho gdy przesunął po moim policzku tym ciepłem.Miałam ochotę wtulić się w niego cała.Byłam przekonana,że Feliks ma nie tylko ciepłą dłoń,lecz również ciało.Przerażona tymi myślami gwałtownie odsunęłam się od niego.
-Mam tylko jedno pytanie.-oznajmiłam szeptem.
Czekał cierpliwie.
-Kim jesteś?
Nawet nie mrugnął.Już myślałam,że się nie odezwie,ale on rzekł:
-Pragnę ci pomóc.
-To nie jest odpowiedź.-powiedziałam.
Popatrzył na swe dłonie.Gdy przechylił lekko głowę w bok,ujrzałam gładką i smukłą szyję.Złote włosy opadły na policzek zasłaniając oczy i piękne usta.Przez chwilę zastanawiałam się jak by to było gdybym go dotknęła. Jaka byłaby jego skóra w dotyku? Czy równie gładka na jaką wyglądała?
Feliks uniósł głowę i popatrzył na mnie.Zawstydzona swoimi myślami zarumieniłam się.Posłał mi rozbawiony uśmiech.Chwilę później spoważniał i oznajmił:
-Jestem twoim opiekunem.
Zamrugałam nie wiedząc o czym on mówi.Ach,no tak!
-Opiekunem?-westchnęłam znużona.-Co to znaczy?
-Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie.
Miałam dość tej jego tajemniczości i zagadkowych odpowiedzi.
-Posłuchaj,naprawdę jestem zmęczona twoimi odpowiedziami.Zresztą nie bawią mnie ani trochę.
Mój ''opiekun'' usiadł na brzegu łóżka i wpatrywał się w moją twarz.Po minucie nie wytrzymałam.
-O co ci chodzi? Dlaczego się na mnie patrzysz?
Jego usta uniosły się w uśmiechu.
-Pozwól sobie pomóc.
Och,na litość boską!
-Jak chcesz mi pomóc?
-To znaczy,że się zgadzasz?
Jego oczy były teraz w odcieniu morskiej wody.Tak głębokiego błękitu nigdy nie widziałam.Mogłabym w nich utonąć.
-Berenika?-z rozmyślań wyrwał mnie głos Feliksa.
-Hm?
-Zgadzasz się?
Jego usta były takie piekne,że zapragnęłam je dotknąć.Nie bacząc na nic zbliżyłam się do niego i palcem musnęłam jego ciepłe wargi.Zaskoczony,cały się spiął i odsunął na bezpieczną odległość.Byle daleko ode mnie.A ja głupia myślałam,że chce mi pomóc.
-Idź już.-powiedziałam.
-Nie mogę.
-Zostaw mnie samą.
-Nie mogę cię opuścić.-oznajmił stanowczo.
Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem,a zamiast tego poczułam jak w oczach wzbierają mi łzy.Tylko nie to.Jakoś nie miałam ochoty przy nim płakać.Dość,że widział mój nieudany skok samobójczy.
-Wyjdź,Feliksie.-powiedziałam drżącym głosem.-Nie pomożesz mi.Nikt tego nie zrobi.
-Mylisz się.Znam cię dobrze i wiem jaka jesteś.
-Jakim cudem?-zapytałam z trudem powstrzymując łzy.
-Moim zadaniem jest ochrona ciebie.Taki otrzymałem rozkaz.
Uniosłam głowę,aby przekonać się czy żartuje.Jego twarz była absolutnie poważna.Uniósł kciuk i otarł łzę spływającą po moim policzku.Nie miałam pojęcia,że płaczę.Jednak teraz było mi wszystko jedno.
-Proszę cię,zaufaj mi.Zaufaj,a obiecuję,że będzie dobrze.
Wahałam się dłuższą chwilę.Ciepło bijące od niego,łagodność i troskliwość przeważyły nad moją decyzją.
-Dobrze.-wyszeptałam cicho.-Zgadzam się.
Dokąd zaprowadzi mnie ta decyzja? Co ja w ogóle robię? Nawet go nie znam,a on najwyrażniej wie o mnie znacznie więcej niżbym chciała.Skąd czerpie tą wiedzę? I jakim cudem zna moje myśli? To raczej nie jest normalne.A jeśli to tylko sen i za chwilę się obudzę? Znów zostanę sama? Choć przez chwilę gdy mnie dotknął poczułam się naprawdę szczęśliwa.Czy to mogłoby trwać dłużej?





Wiem,naprawdę STRASZNIE PRZEPRASZAM za to,że długo nic nie pisałam.Możecie mnie zwymyślać od różnych takich,przyjmę to z pokorą.To przez moje lenistwo.Och,czasami mam ochotę nawrzeszczeć na siebie za to.Ale ważne,że rozdział jest.Mam nadzieję,że się podoba.Komentujcie i piszcie co myślicie.Następny postaram się dodać szybciej.Obyście już nie musieli czekać tak długo.Zawsze możecie mnie pogonić żebym sie ruszyła i coś tam skrobnęła.Acha,no i zważywszy na to,że idą święta postaram się dodać trzeci rozdział jeszcze w tym tygodniu.Ale jak to ze mną bywa,nigdy nic nie wiadomo także bądżcie cierpliwi! Pozdrawiam wszystkich czytelników;)